Ożesz w mordę... Retrica. No cóż, trudno lokowanie produktu jest w dzisiejszych czasach rzeczą całkowicie normalną, a wręcz wskazaną ;o
Wróciłam z kolonii w Zakopanem. Cóż byłam już w tym, jakże urokliwym miejscu i przyznać muszę, że najbardziej utrwaliły się w mojej pamięci Krupówki, bo też tylko tam opiekunowie oprowadzają swoje wycieczki.
Jako, że już wcześniej poddałam się komercji tego świata, z wielką chęci zaprezentuję Wam batona, który od dłuższego już czasu stał się moim numerem jeden ( o niee! znów jak w reklamie):
I picie :
Jejkuu... przepraszam za jakość zdjęć... no, ale co zrobisz?!
A oto, co udało mi się napisać.. tak wiem ,jestem leniem ;o
Odetchnęłam z ulgą.
Patryk. Podążam wzrokiem za jego blond czuprynką. Chłopak próbuje rzucać w
tarczę małym, poręcznym nożem. Kiepsko mu idzie.
- A panienka, co
tutaj robi? – słyszę za sobą głos i aż podskakuję z przerażenia. Obracam się na
pięcie, by zobaczyć przed sobą surowe oblicze Bolesława Krzywoustego. – Czy nie
mówiłem panience, że wojna nie jest sprawą dziewic?
- Proszę o
wybaczenie, wasza wysokość… ja tylko przyszłam, żeby zobaczyć, jak sobie radzą
Patryk i Kajetan.
- To nie zmienia
stanu rzeczy, że kobietą zabrania się przebywać w takich miejscach, jak to… -
Bolesław Krzywousty spogląda na mnie z powagą. - …jednakże – ciągnie swój wywód
możnowładca – panienkę, można uznać za zakładniczkę, a co za tym idzie,
wskazanym jest, aby tu przebywała. – na twarzy monarchy pojawia się uśmiech.
Jeśli mam być
szczera, to nic z tego nie rozumiem. Znaczenie słów tego groźnego człowieka, po
którego łagodności z wczoraj nic nie pozostało, docierają do mnie dopiero po
dłuższej chwili.
- Czy panienka
dobrze się czuje? A może jest głodna?
- Wasza wysokość, wybaczy…chciałam
tylko porozmawiać z przyjaciółmi.
- W rzeczy samej,
jam jest przyjacielem. – Krzywousty obejmuje mnie ramieniem. – Zapraszam
panienkę na posiłek.
Idę w milczeniu za
księciem i zastanawiam się jaki straszny los mnie czeka. Jednakże książę podchodzi
pod konar najbliższego drzewa, gdzie ustawiono mały stolik, na którym leżą
najróżniejsze przysmaki, po czym kiwa zachęcająco głową. No, nic. Wielkiemu
możnowładcy odmówić nie wypada. Biorę do ręki pierwsze z brzegu jabłko i
nieśmiało skubię jego skórkę. Krzywousty szybkim haustem wlewa w siebie kielich
wina.
- No, dobrze. To teraz mów, cna dziewico, skąd tak
naprawdę przybywacie? – Bolesław wertuje mnie w poszukiwaniu informacji.
- My…już powiedzieliśmy…- nie mam pojęcia, co
odrzec wielkiemu księciu.
- Pytałem mych uczonych. Kraina, o której prawicie
nie istnieje.
- Jakoż nie, skoro stamtąd pochodzimy? – patrzę ze
zgrozą, jak Krzywousty bawi się małym poręcznym sztyletem.
- Spytam zatem wprost: czy jesteście szpiegami
Prusaków?
- Nie. – mówię z całym przekonaniem, na jaki tylko
mnie stać. Widocznie Bolesław Krzywousty nie wierzy mym słowom, ponieważ
kolejne pytanie brzmi:
- Czy Zbigniew jest zdrów?
- Jaki znów Zbigniew? – pytam zaskoczona i wtedy
docierają do mnie skrawki wiedzy historycznej, jaką mam w umyśle. – Waszej
książęcej mości brat? – pytam i od razu zaczynam rozumieć jaką gafę popełniłam.
Bolesławowi bieleją oczy z nienawiści.
- Ten plugawiec nie śmie zwać się moim bratem! – krzyczy z wściekłością. – Skąd? Skąd wiesz kim jest Zbigniew?! Czy, aby nie z jego mrocznych pobudek się tu znalazłaś, hę?
- Ten plugawiec nie śmie zwać się moim bratem! – krzyczy z wściekłością. – Skąd? Skąd wiesz kim jest Zbigniew?! Czy, aby nie z jego mrocznych pobudek się tu znalazłaś, hę?
Nie mam pojęcia, co robić. Czuję się słabo. Sama
siebie wkopałam. Który to już raz dzisiaj?
- Nie… ja przepraszam. Zgadywałam tylko.
- I dziwnym trafem celnie? Straże! Pojmać tę łajzę!
Przede mną stawia się dwóch rosłych rycerzy. Już
nie tak delikatnie, jak to było za pierwszym razem, prowadzą mnie w
niezidentyfikowanym kierunku. Gdzieś koło siebie słyszę głos sprzeciwu i kątem
oka zauważam Kajtka. Po chwili i jego aresztują.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz