sobota, 11 lipca 2015

Hej ;) Dawno mnie już nie było..więc postanowiłam, że pokażę Wam moje oko xd




Ożesz w mordę... Retrica. No cóż, trudno lokowanie produktu jest w dzisiejszych czasach rzeczą całkowicie normalną, a wręcz wskazaną ;o

Wróciłam z kolonii w Zakopanem. Cóż byłam już w tym, jakże urokliwym miejscu i przyznać muszę, że najbardziej utrwaliły się w mojej pamięci Krupówki, bo też tylko tam opiekunowie oprowadzają swoje wycieczki.

Jako, że już wcześniej poddałam się komercji tego świata, z wielką chęci zaprezentuję Wam batona, który od dłuższego już czasu stał się moim numerem jeden ( o niee! znów jak w reklamie):




I picie :

Jejkuu... przepraszam za jakość zdjęć... no, ale co zrobisz?!

A oto, co udało mi się napisać.. tak wiem ,jestem leniem ;o

Odetchnęłam z ulgą. Patryk. Podążam wzrokiem za jego blond czuprynką. Chłopak próbuje rzucać w tarczę małym, poręcznym nożem. Kiepsko mu idzie.
- A panienka, co tutaj robi? – słyszę za sobą głos i aż podskakuję z przerażenia. Obracam się na pięcie, by zobaczyć przed sobą surowe oblicze Bolesława Krzywoustego. – Czy nie mówiłem panience, że wojna nie jest sprawą dziewic?
- Proszę o wybaczenie, wasza wysokość… ja tylko przyszłam, żeby zobaczyć, jak sobie radzą Patryk i Kajetan.
- To nie zmienia stanu rzeczy, że kobietą zabrania się przebywać w takich miejscach, jak to… - Bolesław Krzywousty spogląda na mnie z powagą. - …jednakże – ciągnie swój wywód możnowładca – panienkę, można uznać za zakładniczkę, a co za tym idzie, wskazanym jest, aby tu przebywała. – na twarzy monarchy pojawia się uśmiech.
Jeśli mam być szczera, to nic z tego nie rozumiem. Znaczenie słów tego groźnego człowieka, po którego łagodności z wczoraj nic nie pozostało, docierają do mnie dopiero po dłuższej chwili.
- Czy panienka dobrze się czuje? A może jest głodna?
- Wasza wysokość, wybaczy…chciałam tylko porozmawiać z przyjaciółmi.
- W rzeczy samej, jam jest przyjacielem. – Krzywousty obejmuje mnie ramieniem. – Zapraszam panienkę na posiłek.
Idę w milczeniu za księciem i zastanawiam się jaki straszny los mnie czeka. Jednakże książę podchodzi pod konar najbliższego drzewa, gdzie ustawiono mały stolik, na którym leżą najróżniejsze przysmaki, po czym kiwa zachęcająco głową. No, nic. Wielkiemu możnowładcy odmówić nie wypada. Biorę do ręki pierwsze z brzegu jabłko i nieśmiało skubię jego skórkę. Krzywousty szybkim haustem wlewa w siebie kielich wina.
- No, dobrze. To teraz mów, cna dziewico, skąd tak naprawdę przybywacie? – Bolesław wertuje mnie w poszukiwaniu informacji.
- My…już powiedzieliśmy…- nie mam pojęcia, co odrzec wielkiemu księciu.
- Pytałem mych uczonych. Kraina, o której prawicie nie istnieje.
- Jakoż nie, skoro stamtąd pochodzimy? – patrzę ze zgrozą, jak Krzywousty bawi się małym poręcznym sztyletem.
- Spytam zatem wprost: czy jesteście szpiegami Prusaków?
- Nie. – mówię z całym przekonaniem, na jaki tylko mnie stać. Widocznie Bolesław Krzywousty nie wierzy mym słowom, ponieważ kolejne pytanie brzmi:
- Czy Zbigniew jest zdrów?
- Jaki znów Zbigniew? – pytam zaskoczona i wtedy docierają do mnie skrawki wiedzy historycznej, jaką mam w umyśle. – Waszej książęcej mości brat? – pytam i od razu zaczynam rozumieć jaką gafę popełniłam. Bolesławowi bieleją oczy z nienawiści.
- Ten plugawiec nie śmie zwać się moim bratem! – krzyczy z wściekłością. – Skąd? Skąd wiesz kim jest Zbigniew?! Czy, aby nie z jego mrocznych pobudek się tu znalazłaś, hę?
Nie mam pojęcia, co robić. Czuję się słabo. Sama siebie wkopałam. Który to już raz dzisiaj?
- Nie… ja przepraszam. Zgadywałam tylko.
- I dziwnym trafem celnie? Straże! Pojmać tę łajzę!
Przede mną stawia się dwóch rosłych rycerzy. Już nie tak delikatnie, jak to było za pierwszym razem, prowadzą mnie w niezidentyfikowanym kierunku. Gdzieś koło siebie słyszę głos sprzeciwu i kątem oka zauważam Kajtka. Po chwili i jego aresztują.