Parę dni temu zaczęłam czytać świetną książkę:
Także polecam i daję świadectwo, że trudno się od niej oderwać ;)
Byłam wczoraj w Rydułtowach na występie mojej kuzynki. Tańczy ona zapalczywie od kilku już lat taniec irlandzki... bardzo ciekawy zresztą. Muszę przyznać, że w pewien sposób zdumiewa mnie on, gdyż cała sztuka polega na niezwykłym ruchu nóg, ponieważ od tułowia w górę ciało pozostaje niewzruszone. Najbardziej jednak ( oczywiście oprócz mojej kuzynki) zachwycił mnie jej kolega z zespołu "Salake", jedyny chłopak wśród około dwudziestki dziewczyn. Z pewnością dobrze mu się z nimi pracuje :D
A teraz drugi fragment mojego "dzieła" :D :
II
- Idę w górę. Pod sobą mam fragment zielonej
łąki, od której zaczynałam moją wędrówkę. Coś nie daje mi spokoju. Muszę iść
wyżej i wyżej. Opuszkami palców dotykam cudownej białej konsystencji. To nie
para wodna, to mały figlarny baranek. Dalej biegniemy razem. Przez pełne chmur
niebo. W nieskończoność. Już nic nas nie zatrzyma. Jesteśmy wolni. – kończę z
namaszczeniem i słyszę kilka urywanych chichotów w pierwszych ławkach.
- Pięknie, Kalino. – rzekła wzruszona
polonistka, ocierając łzy spod piwnych oczu. – Masz wielki talent. – zbiorowe
prychnięcie z pierwszych ławek.
Ze spuszczoną głową wracam na swoje miejsce w
tylnej części klasy. Czuję, jak cała się czerwienię pod ironicznymi
spojrzeniami z ławek. Weronika, dziewczyna, z którą siedzę na lekcji języka
polskiego, w sposób kojący puszcza do mnie oko. W odpowiedzi lekko się
uśmiecham.
*
- Oczywiście, musiałaś się popisywać. –
pierwsze, co słyszę z ust mojego najlepszego przyjaciela, Kajtka.
- Spadaj. – odpowiadam automatycznie. Wracamy
razem do domu, gdyż będziemy robić projekt na WOS.
- JA? Jak TO? – patrzymy na siebie w skupieniu
i po chwili równocześnie wybuchamy śmiechem.
Kajtka poznałam w przedszkolu. Zdarzyło się to
w pięciolatkach. Pewnego dnia mały Kajtuś zabrał mi moją ulubioną barbie. Na
coś takiego nie pozwalała moja pięcioletnia duma. Ruszyłam w pogoń za wstrętnym
łobuzem, ale niestety złapała mnie pani przedszkolanka i surowo zakazała
urządzania sobie podobnych zabaw, po czym dostałam nakaz stania „w kącie”. Tego
było za wiele. Mój honor został pogwałcony, a mały przestępca pokazał mi język
i uciekł. Oj, nie lubiliśmy się.
Prawdziwa przyjaźń przyszła w pierwszej klasie
podstawówki. Był to rok, w którym zmarła moja babcia. Wciąż płakałam. Nie
umiałam się odnaleźć w nowej klasie. Z nikim się nie przyjaźniłam. Wtedy on
mnie uratował. Pomógł mi swoim kojącym uśmiechem i przyjaznym kuksańcem w bok.
Powiedziałam mu o śmierci babci. On opowiedział mi o swoim dziadku, który zmarł
„w sześciolatkach”. Potem wszystko potoczyło się samo. Teraz kończymy trzecią
klasę gimnazjum i wciąż się przyjaźnimy.
- Masz prawdziwy talent. Powinnaś go rozwijać.
– mówi Kajtek, a ja patrzę na niego ze zdziwieniem. Powiedział to całkiem
poważnie.
- Kajtek, nie sądzisz chyba…
- Mogłabyś zacząć pisać książki. – raz jeszcze
patrzę na jego profil: długie ciemne rzęsy, prosty nos i ostry podbródek.
- A ty mógłbyś zostać piłkarzem. – uśmiecham
się i krzyczę, ile tchu w piersi. – Kto ostatni, ten kebab!
- Boże, jaka ty dziecinna! – woła za mną
Kajtek, ale biegnie i w końcu mnie wyprzedza. Kiedy dobiegam do mojego
przyjaciela stojącego już przed mym domem i dyszącego w pozycji zgiętej w pół,
przepełnia mnie nieopanowane szczęście. Mam ochotę skakać, mimo, że nie mam już
siły na kolejny krok. Dociera do mnie, że życie jest piękne i dobrze jest mieć
przyjaciela.
- Chcę na zawsze pozostać dzieckiem! – wołam.
- Wiesz, że to niemożliwe. – odpowiada krótko
Kajtek i patrzy na mnie z zaciekawieniem.
- Taa. Chodźmy na górę. – mówię z niepokojącą
irytacją.
Od progu domu wita nas kot Ambroży. Głaszczę go
pod bródką, po czym prowadzę Kajtka do mego pokoju, który znajduje się na
drugim końcu mieszkania.
- Nowy dywan? – pyta od niechcenia Kajtek.
- Oo, zauważyłeś. – odpowiadam z uśmiechem.
Zawsze, kiedy musimy odrobić wspólnie pracę do szkoły, robimy to u mnie w domu.
Kajtek ma trójkę młodszego rodzeństwa, a ja prawie cały dzień bywam sama z
Ambrożym. Dlatego też mój przyjaciel, świetnie zna moje mieszkanie, nie mówiąc
już o mym własnym pokoju.
Kajetan bierze do rąk, ramkę ze zdjęciem mojej
babci, które stoi na mahoniowym biurku odkąd umarła. Na fotografii, babcia jest
parę lat ode mnie starsza. Uśmiecha się żywo do aparatu. Ma na sobie śliczną
sukienkę. Niestety nie mam pojęcia, jakiego koloru jest tkanina, gdyż zdjęcie
zostało wykonane w barwach biało – czarnych.
- Jesteś do niej podobna. – mówi Kajtek.
Uśmiecham się do niego i kiwam głową. Nieraz już słyszałam tego typu
komentarze. Cieszy mnie to, a równocześnie zawstydza. Włosy zazwyczaj
rozpuszczone w kolorze ciemny blond, szarozielone oczy i piegi, które napawają
mnie ogromną frustracją. Babcia miała twarz czystą niczym jedwab. Ani jednego
piega. Coś tak nieistotnego, a jednak sprawia wielką różnicę.
- Kajtuś… powiedz mi, kolego, czy, aby masz
jakiś pomysł w związku z projektem na lekcję WOS-u?
- Owszem. Przypomnij mi tylko…jaki był temat?
- Nie było tematu. Mamy po prostu zrobić jakąś
reklamę społeczną. – odpowiadam i puszczam do niego oczko.
- Oj tam, czepiasz się. – Kajetan z lekka się
czerwieni. – Mam pomysł. – oznajmia po chwili. Podnoszę brew z niedowierzaniem.
– Ty mi go podsunęłaś.
- Siedząc i nic nie mówiąc?
- Nie, wcześniej. Mówiłaś, że chciałabyś na
zawsze pozostać dzieckiem.
- No…
- Może „ Stop przemocy dzieciom”?
- Albo: „Dziecko nie rozumie. Dziecko czuje”?
- Świetne.
Jeszcze coś specjalnie dla Was *-* :
Gosia ;*


