środa, 27 maja 2015

Cześć ;) Życie jest piękne..jaki to banał, ale prawdziwy. Miałam dzisiaj taką chwilę zadumy, która w pewien sposób mnie przeraziła. Wyobraziłam sobie mą własną starość, w której jestem małą zrzędzącą babcią, która nie wie, co ze sobą począć. Lubię starsze panie... bywają przemiłe, ale coś mi się wydaje, że ja osobiście nie sprawdziłabym się w tej roli, jak na razie.


Mam szesnaście lat, więc chyba posiadam jeszcze trochę czasu, aby się do tego przygotować ;)

Oto, co jest głównym powodem mojego pojawienia się tu... proszę o Wasze opinie:

I
Kiedy byłam mała, marzyłam, by zamieszkać na chmurce. Nie zdawałam sobie jeszcze wtedy sprawy, że jest to po prostu para wodna. Oczyma wyobraźni widziałam siebie leżącą na jednej z perłowo białych owieczek, zawieszonych na błękicie nieba i spoglądającą ze wzruszeniem na piękny świat. W dłoniach czułam rozkoszną miękkość i delikatność mojego podniebnego baranka. Sama nie wiem, czy było mi wtedy łatwiej niż teraz…choć ludzie mówią, że było.
Od tamtego czasu, trwam w dość oryginalnym postanowieniu, a mianowicie: do końca życia pozostać dzieckiem. Z pewnością jest to niecodzienne marzenie, gdyż koniec końców każdy z nas stanie się dorosłym człowiekiem. Zastanawialiście się kiedyś, co oznacza „dorosnąć”? Myśl, że z dniem osiemnastych urodzin ni stąd ni zowąd staniemy się dojrzali, oczywiście jest błędna.
To trudne pytanie. Dość często zadawałam je dorosłym, którzy wydawali mi się najbardziej dojrzali. Wszyscy oni patrzyli na mnie ze zdziwieniem lub odpowiadali bardzo niemądrze, przez co tracili w moich oczach autorytet, a także przekonanie, iż są dojrzali.
Pewnego dnia zadałam to pytanie mojej babci. Uważałam ją za bardzo ciepłą i wrażliwą osobę, aczkolwiek potrafiła być surowa. Niejednokrotnie widziałam jak się złości, a nawet płacze. Ciężko chorowała. Trudno jej się było pogodzić z tym , że nie może dać nam z siebie tak wiele, jak niegdyś. W końcu znalazła w sobie nakłady pokory, które sprawiły, że pogodziła się ze swoim stanem.
Babcia leżała w łóżku. Nie było to dla mnie szokiem, gdyż od kilku miesięcy widywałam ją już tylko na posłaniu. Przyniosłam książkę, po którą wybrałam się wcześniej do biblioteki. Czytałam głośno. Babcia mówiła, że mój głos ją uspokaja. Kiedy skończyłam trzeci z kolei rozdział, spostrzegłam, że babcia śpi. Na początku byłam nadąsana, lecz potem, gdy spojrzałam na jej zamknięte powieki i usłyszałam jej równomierny oddech, poczułam kojące ciepło w sercu. Nie potrafię tego opisać. Wydaję mi się, że coś takiego można poczuć wyłącznie wtedy, gdy się kogoś bardzo kocha.
- Babciu, co to znaczy „dorosnąć”? – spytałam szeptem i odgarnęłam kosmyk siwych włosów, który spłynął jej na policzek.
- To pytanie od dłuższego czasu cię zamęcza, mam rację? – powiedziała babcia, a ja aż wzdrygnęłam się ze zdziwienia. Nieźle mnie przestraszyła. W odpowiedzi kiwnęłam głową.
- To nie jest łatwe. Wiele ludzi wchodzi w świat dorosłych, nie mając o nim pojęcia. – powiedziała.
- A ty?
- Ja też. Ale udało mi się odnaleźć, to czego szukałam. Odpowiedź.
- Babciu?
- Tak?
- A powiesz mi?
- Następnym razem, surykatko.
- Dobrze, ale obiecaj.
- Obiecuję.
W następnym tygodniu, mama wzięła nadgodziny, a tata pracował na nocną zmianę, zatem nie udało mi się odwiedzić babci ani razu. Wtedy odeszła. Zmarła. Czułam się, jakbym straciła część siebie lub ważny kawałek swojego życia. Dziecko nie rozumie. Dziecko czuje.
Nie mówiono mi, ze babcia wyjechała gdzieś daleko i w najbliższym czasie jej nie ujrzę. I tak bym w to nie uwierzyła. Ona by nas nie zostawiła.
Babcia umarła. Nie rozumiałam, co to oznacza, ale byłam świadoma, że już jej nigdy nie zobaczę. Przynajmniej nie tu i nie teraz. Wielokrotnie przywoływałam w myślach jej twarz. Tak, to była twarz dojrzałego człowieka.

To prolog do "książki", którą sobie po cichu piszę ;)

                                                                                                  Gosia ;*



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz